Jak karmić zaufanie do siebie

Lubię podczas wystąpień i prowadzonych szkoleń przytaczać pasujące do kontekstu wydarzenia cytaty. Do dzisiejszego odcinka, jak nic pasuje fragment jednego z moich ulubionych wystąpień Jacka Walkiewicza:

(…) zaufanie do siebie. To jeden z największych życiowych kapitałów: ufać sobie, dam radę.
– A jak nie?
– Dam.
– A jak nie?
– Dam.
– A jak upadnę?
– To się podniosę.
– A jak się nie podniosę?
– To sobie poleżę.

Jacek WalkiewiczPełna moc życia

Właśnie o zaufaniu rozmawiałem z dr Agnieszką Kozak. I co ciekawe nie chodzi o budowanie zaufania, ale o jego odkopywanie, czy może karmienie, ponieważ zaufanie do siebie jest naszym wyposażeniem fabrycznym, ale (używając dalej tej metafory) nie serwisowane, zaczyna szwankować i nie spełnia już swojej roli – bardzo ważnej roli. Zaufanie do siebie jest kluczowe także dla rozwoju osobistego i sukcesu w różnych obszarach życia. Obejmuje to akceptację siebie i swoich umiejętności, a także odwagę do podejmowania ryzyka. Ludzie ufający sobie posiadają silną motywację, rozwijają samodyscyplinę, są bardziej elastyczni psychicznie i łatwiej radzą sobie z błędami. Zaufanie do siebie sprzyja także nawiązywaniu zdrowych relacji, a osoby pewne siebie są bardziej otwarte na twórcze myślenie i innowacyjne podejścia. Można napisać, że zaufanie do siebie stanowi fundament, na którym buduje się pozytywny rozwój osobisty.

Podcast do czytania – transkrypcja:

Jak karmić zaufanie do siebie

Dzień dobry. Ja się nazywam Agnieszka Kozak. Ostatnio sobie wymyśliłam, że na drugie mam nadzieję i to chyba określa to czym się zajmuję, ponieważ ja z wykształcenia jestem psychologiem i psychoterapeutą, ale taką moją misją życiową jest towarzyszyć ludziom w odkrywaniu potencjału do tego, żebyśmy wszyscy wiedli godne życie na miarę siebie.

Więc pracuję z biznesem, z komunikacją, pracuję w gabinecie terapeutycznym, pracuję z młodzieżą, prowadzę warsztaty rozwojowe. Bardzo przenikają się nasze zainteresowania. Ja co prawda nie zajmuję się terapeutyką, ale też staram się dzielić wiedzą i doświadczeniem poprzez warsztaty, poprzez szkolenia, poprzez wystąpienia publiczne, więc gdzieś tam też dotykam obszarów mocno rozwojowych, mniej psychologicznych, no bo nie są to moje kompetencje, ale na tyle, na ile się orientuję, to o tym też mówię.

I nie powiedziałaś, a myślę, że to też jest dosyć istotne dla tych, którzy potencjalnie Ciebie mogą nie znać jeszcze, Agnieszko, że masz też kanał na YouTube, na którym bardzo dużo ciekawych, mądrych treści już zdążyłaś udostępnić, więc myślę, że warto, żeby też dr Agnieszkę znaleźli, dr Agnieszkę Kozak, bo chyba tak ten profil też się nazywa, znaleźli sobie nasi słuchacze na YouTube.

Jeśli będą chcieli zgłębić oczywiście to… Co masz tam do zaoferowania, poza tym, o czym będziemy dzisiaj rozmawiać. Dzisiaj będziemy rozmawiać przede wszystkim chyba o zaufaniu, bo myślę, że można nazwać to takim fundamentem do tego, o czym mówiłaś, czyli do wykorzystania potencjału po to, aby wieść szczęśliwe, kompletne, pełne życie.

Co o tym myślisz? Tak, tak naprawdę o zaufaniu do siebie, bo zobacz, to jest jakoś tak bardzo mocno zbieżne z moją ostatnią książką, tam piszę, że żeby być blisko innych, trzeba być blisko siebie i to jest ciekawe, że dla ludzi zaczyna być to oczywiste, że ja nie zbuduję zdrowej, mądrej, głębokiej więzi z drugą osobą.

Będzie mi trudno zaufać co do jej intencji, co do tego, jak ona chce ze mną być. Jeśli ja nie będę mieć fundamentu zaufania… W sobie, ale też możemy to pokazać odwrotnie, że póki ja mam nieugruntowane korzenie tego kim jestem, takiego mojego ja, mojej tożsamości, to każda krytyka, każda ocena, każda w ogóle opinia, która będzie jakkolwiek zahaczała o mój obraz siebie, będzie mnie destabilizowała.

Czyli to jest kapitalne co mówisz, że w ogóle zaufanie do siebie to jest baza mojego dobrostanu, czyli takiego mojego dobrego stanu, mojego bezpieczeństwa i ja lubię na to patrzeć, wiesz, na to, że my jesteśmy domem sami dla siebie i teraz czy ja mam bezpieczny dom, z którego wychodzę i do którego wracam i tu jest stabilnie.

Dziękuję. Wiesz co, za chwilę ten temat będziemy pogłębiać, ale ja też muszę taką marszrutę swojego podcastu spełnić, bo zawsze pytam gości na początku o to, jakie jest ich narzędzie rozwojowe, z czego najczęściej korzystają, co to jest, co powoduje, że czują, że się rozwijają, że stają się jakkolwiek sobie etykietę rozwoju przypną do siebie, na przykład lepsi czy mądrzejsi, czy spokojniejsi.

Co to jest u ciebie? To mam dwie odpowiedzi. Cudownie. Pierwsza to jest taka, że ja przynajmniej raz w roku idę do jakiejś szkoły, czyli biorę udział w warsztatach jako uczestnik, żeby zobaczyć, co dzieje się aktualnie u mnie, co ja mogę sobie wziąć z danej metody, ale też podpatrywać najlepszych. I teraz jestem na absolutnej fascynacji.

Kobietom z Niemiec, u której się szkolę, z analizy języka ruchu i metodą pracy, którą ona proponuje z Anna Halprin. I myślę, że jeszcze ze 2-3 lata do niej pojeżdżę, bo naprawdę jest to fascynujące. I to jest taka pierwsza rzecz. Natomiast druga rzecz, przyznam szczerze, że dla mnie ogromnym, nieprawdopodobnym rozwojem są właśnie warsztaty z ludźmi.

I to, co ludzie wnoszą. Wiesz, że lata pracy z ludźmi nauczyły mnie takiej pokory, że mądrość jest w nas wpisana. I że ja bardzo często siadam do warsztatu i nie wiem, co się wydarzy, ale nie dlatego, że nie jestem przygotowana, tylko dlatego, że ludzie zadziwiają mnie pięknem i mądrością, którą przynoszą. I że wystarczy to tylko obrobić.

Wystarczy to tylko spotkać. I chcieć to razem zobaczyć i… I sprawdzić, jak możemy to budować dalej razem. Czyli to dla mnie rozwojowe jest każde spotkanie. Podoba mi się to, co powiedziałeś, bo to jest coś, co można powiedzieć, że uczymy się od siebie nawzajem na wielu różnych płaszczyznach, w wiele różnych sposobów mamy ku temu.

Z jednej strony wybieramy, tak jak ty mówisz, o tej pierwszej swojej metodzie, czyli wybieramy ekspertów, wybieramy mentorów, wybieramy osoby, które w jakimś obszarze życia, wiedzy traktujemy jako osoby, od których chcemy się uczyć, a z drugiej strony… Można powiedzieć od przypadkowych zupełnie osób też czerpiemy jakąś wartość, bo na przykład, czego ja czasem doświadczam na szkoleniach czy na warsztatach, kiedy mogę z uczestnikiem tych warsztatów porozmawiać, bo on ma na przykład jakiś inny punkt widzenia albo uzupełnia mój punkt widzenia o swoje doświadczenia i wtedy jakby chłonę z tego.

Chociaż przyznam, że powiesz też Agnieszko, że na przykład przygotowywanie się do warsztatów i szkoleń albo przygotowywanie się do pisania książki, Czy książek, to też jest wartość rozwojowa, bo ja na przykład kiedy, czy to do wystąpienia, czy to do warsztatu się przygotowuję, to na nowo odświeżam sobie wiedzę, którą mam w połączeniu z doświadczeniem, a z drugiej strony zupełnie nowe rzeczy odkrywam i tak samo, jeżeli ja akurat napisałem taką książkę poradnikową powiedzmy, o tym jak tworzyć podcast od podstaw, zresztą taki jest tytuł podcast od podstaw, to pomimo, że pisałem ją niemalże z głowy, bo podcast jest czymś, co bardzo lubię i na tyle, na ile mogę się tym podzielić, to potrafię to zrobić z głowy, niemniej było dużo takich ciekawych rzeczy, które myślę, że z jednej strony odświeżyłem, a z drugiej strony dały mi zupełnie nowe światło na to, co robię, więc to tak, jak ja bym mógł dorzucić coś od siebie do tych narzędzi naszych rozwojowych.

Tak, absolutnie się z tym zgadzam, natomiast wydawało mi się, że zapytałeś mnie o to, co jest dla mnie takim najważniejszym narzędziem. Ale to, co mówisz, no i właśnie to jest o tym, jak inspirujące są spotkania, to oczywiście, że ja dużo czytam, natomiast to, na co ja mam zajawkę i o czym powiem na koniec, to jest neurobiologia i to jest w ogóle coś, co mnie ostatnio fascynuje i odkrywa mi nieprawdopodobne obszary do pracy z ludźmi.

Natomiast wrócę na chwilę do pisania książek. Ja teraz piszę książkę o psychoterapii i najpierw miałam pomysł, że napiszę ją sama, a potem tak trochę niechcący zaczęłam ją pisać z różnymi ludźmi, czyli każdy rozdział będzie napisany z inną osobą i będzie w procesie. I powiem Ci… Nigdy w życiu po przeczytaniu dziesiątych książek nie wpadłabym na tak piękne, mądre i głębokie rzeczy jak to, co wnoszą ludzie.

Więc ja myślę sobie, że to połączenie wiedzy, ale też tego spotkania jest tą petardą, która nam daje rozwój. Uwaga, jeśli mamy pokorę i chcemy słuchać i słyszeć, bo to jest ważne, bo też myślę sobie, że wielu z nas uczących jednak stoi w roli wiem lepiej, zamiast ustawić się w roli towarzysza pod tytułem spotkajmy się razem i odkryjmy coś ważnego dla ciebie i dla mnie.

Czyli to zejście z tego mądralińskiego, wszystko wiedzącego do rozwoju. Roli eksplorującego i szukającego z klientem daje niezwykłą wartość. To jest bardzo mądre to, co powiedziałeś, bo faktycznie myślę, że bardzo wielu trenerów, mówców, osób, które mają okazję dzielić się właśnie wiedzą i doświadczeniem, mogą mieć taką ego zajawkę na to, że skoro mnie poproszono o to, to jestem tym ekspertem.

A ta pokora, to jest trochę tak jak pokora, ja to staram się tłumaczyć ludziom, z którymi pracuję, współpracuję na płaszczyźnie zawodowej, że jako liderzy jesteśmy dla ludzi po to, żeby ich wspierać, pomagać im w rozwoju, pomagać rozwiązywać ich problemy, a nie jesteśmy tymi, którzy zostali mianowani i w związku z tym są, nie wiem, lepsi, mądrzejsi, więcej zarabiają, bardziej wartościowi.

To jest odwrotność tego, co po niektórzy mogą mieć. To jest odwrotność tego, co po niektórzy mogą mieć. Menedżerem 20-30 lat temu. Jeżeli nie ewaluowali, nie rozwinęli się w międzyczasie, to to są właśnie takimi ludźmi, którzy są najmądrzejsi, wiedzą lepiej, nie dopuszczają sytuacji, że mogą się sami pomylić, ale zostawmy na razie ten temat, bo mnie się bardzo spodobało to, co powiedziałaś w kontekście zaufania, że coraz bardziej do nas dociera to, że to zaufanie jest taką bardzo ważną dla nas rzeczą.

Mnie się bardzo podoba często zresztą pojawiający się taki fragment z wystąpienia Jacka Walkiewicza, który mówi, że to zaufanie jest taką największą walutą, żeby ufać sobie. I myślę, że faktycznie dociera to do nas coraz bardziej, tylko pytanie, czy my potrafimy, czy wiemy jak? Czy wiemy, jak sobie zaufać? Bo to, że powinniśmy sobie zaufać, to myślę, że faktycznie rośnie już ta wiedza, ta świadomość.

Tylko jak zaufać sobie? To może zacznijmy od początku, czyli zacznijmy od tego, dlaczego my sobie nie ufamy. Więc to jest taka bardzo ważna rzecz, bo albo inaczej jeszcze można by było zapytać, komu ufamy tak w swoim życiu. Ufamy ludziom, którzy są dla nas wiarygodni, którzy są przewidywalni, którzy są bezpieczni i stabilni.

Czyli mogłabym zadać przewrotne pytanie, dlaczego nie wierzymy, że tacy jesteśmy? I pierwsza odpowiedź, taka można by było powiedzieć dla wielu osób trywialna, bo już też o tym wiemy. Państwo słuchający nas podcast na pewno słuchają wiele różnych podcastów, że my jesteśmy tak zwanymi znikanymi. Znikanymi dziećmi, czyli…

Wielu z nas jest wychowanych w takich domach, w których nam mówiono nie rób kłopotu, nie wydziwiaj, bądź grzeczny, czyli bądź cicho, siedź w kącie, a znajdą cię. No i różne zaklęcia, które powodowały, że my musieliśmy zniknąć swoje emocje i musieliśmy zniknąć swoje potrzeby. Tutaj bardzo ładnie teoria więzi Bolbiego to pokazuje.

No i moja ostatnia fascynacja, czyli Lowen, wybitni psychoterapeuci, którzy mówią, jeżeli wzrastamy w domu, w którym nasze emocje nie są przyjmowane, bo są nadmiarowe, bo rodzic nie wytrzymuje złości, bo rodzic nie wytrzymuje tego, że dziecko płacze. Że jest smutne, to my musimy coś z tym zrobić. Czyli my znikamy nasze emocje, a w związku z tym znikamy nasze potrzeby.

I uwaga, przestajemy słuchać tak zwanego wewnętrznego mistrza. Bo rodzic mówi, na pewno nie jesteś głodny, na pewno nie jest tak źle jak mówisz, nie ma się czym przejmować, nie ma co płakać itd. W związku z tym tracimy ten pierwszy kontakt ze sobą. No i tacy zniknięci, ustępujący, niedowierzający swoim emocjom, ocenom sytuacji, zaczynamy mieć taki rozjazd, czy to co ja czuję i widzę, Jest faktem.

No i potem to bardzo ładnie możemy zobaczyć w biznesie, czyli ja tego doświadczam, czyli ludzie siedzą na spotkaniu i prowadzą dialog taki wewnętrzny pod tytułem Jezu, jak to powiem, to to będzie głupie, albo wygłupię się, jak zadam to pytanie. Lepiej, żebym tego nie powiedział. Może ja źle myślę i może ja źle czuję.

I nagle ktoś z boku to mówi i się okazuje, że to jest brilliant. I siedzisz i mówisz, o rany, czemu ja tego nie powiedziałem? Więc to jest ten pierwszy taki element pod tytułem zamykano nam usta, kiedy wyrażaliśmy siebie. W związku z tym nie znamy samych siebie w tym wyrażaniu, więc trudno nam jest potem w dorosłym życiu zaufać temu, co czuję, widzę i potrzebuję.

Mhm. Czyli zaczęło się od tego, od czego potencjalnie wiemy, że się zaczęło, czyli jak wzrastaliśmy, w jakim środowisku, w jakim domu, ale nie tylko myślę w domu, bo oczywiście, że dom ma olbrzymie znaczenie, bo jakby tam jesteśmy od najmłodszych lat, natomiast myślę, że ten wątek też się często pojawia w takich rozmowach o zaufaniu do siebie, o poczuciu własnej wartości, o samoocenie, no bo tak jak rozmawialiśmy zanim włączyliśmy nagrywanie, te tematy się przenikają, one się uzupełniają, one od siebie zależą.

To takim kolejnym elementem jest edukacja i to bardzo często już ta wczesnoszkolna, kiedy wychodzimy do tablicy, kiedy nie ma w nas tej pewności, a nawet jeżeli ją mieliśmy, bo w domu tak wzrastaliśmy, to bywa, że nauczyciel, który nie potrafi tego dobrze zrobić, wpływa. Płynie oceną… Natomiast klasa wpłynie oceną na to, że my będziemy jednak umniejszali się i później chętnie już nie wyjdziemy sami, nie zgłosimy się, nie podniesiemy ręki i tak będzie to narastało przez lata.

Chciałabym powiedzieć, że zgadzam się z Tobą. Ale się nie zgadzam. Znaczy ja się zgadzam tylko w pewnym aspekcie Twojej wypowiedzi. Bardzo lubię, kiedy możemy o tym podyskutować. Mianowicie chcę powiedzieć, że jeżeli dziecko dostaje bezpieczną bazę z domu, to żaden nauczyciel mu tego nie zniszczy, bo on cały czas wraca do domu i cały czas dostaje potwierdzenie, że nauczyciel się myli.

Czyli dzieciak, który ma dom, w którym jest dialog i rozmowa, on wraca do dialogu i rozmowy i wtedy rodzic mówi, nauczyciel nie miał racji, dlaczego to dla Ciebie ważne i tak dalej. To zostawmy to. Oczywiście może być trening. Trauma jakaś, ale to jest zupełnie inna historia. Natomiast to, o czym Ty mówisz…

To jest takie zdanie, które ja lubię powtarzać. Samoocena, jak sama nazwa wskazuje, to jest moja ocena mnie, która jest pochodną ocen, które dostałem w dzieciństwie. I tu niestety się zgadzam z tym, co mówisz. I tu ogromny wpływ ma szkoła, choć ona oczywiście, że jest połączona z domem, ponieważ ogromnie zaufanie do siebie nam zabiera to, że my jesteśmy ciągle korygowani.

Źle siedzisz, krzywo siedzisz, za wolno jesz, za szybko jesz, za mało się uczysz, za dużo czasu spędzasz przy komputerze, czyli dostajemy tą korektę, jesteś niewystarczający, no to jak ufać komuś, kto jest niewystarczający. I druga rzecz, która jest bardzo mocno z tym związana, to jest często jesteśmy zawstydzani, czyli wstyd, przypominam, to nie jest emocja, z którą się rodzimy, wstyd to jest emocja, którą nam się wciska społecznie pod tytułem powinieneś się wstydzić, albo żebym nie musiała się za ciebie wstydzić, czyli dokonujemy ocen pewnych zachowań.

I trzecia rzecz, którą mamy związaną ze szkołą. Nie cierpię, która mnie bardzo porusza, to to, że w szkole dostaniemy informacje o tym, co nie działa, a nie co działa. Czyli jak ja dostanę klasówkę z polskiego, to ja będę miała na czerwono podkreślone, co ja źle zrobiłam, ale konia z rzędem temu, kto spotka nauczyciela, który napisze z czego jest zadowolony w tej klasówce, co mu pasowało, co ja zrobiłam dobrze.

Czyli my mamy taką sytuację, nie wiem, jak ty to obserwujesz, ale ja kiedy szkolę z komunikacji w firmach, to ludzie na zdanie pod tytułem chcę dać ci informację zwrotną drętwieją i napinają się cali w ciele, bo informacja zwrotna oznacza coś spieprzyłem albo coś mi powiedzą, co nie działa. I że mamy to tak mocno wdrukowane.

Myślę, że to jest coś negatywnego, czyli zobacz jak to się łączy. Niewystarczający, negatywne oceny zamiast pozytywnych i wspierających i ten element zawstydzania. I wiesz, powiedziałeś o wystąpieniach publicznych. Dla mnie odkrywcze ostatnio było, kiedy pracowałam z grupą właśnie na warsztacie zaufania do siebie i jeden chłopak powiedział umieram na myśl przed wyjściem przed ludzi, a przecież mówię do 400 ludzi czasami.

No i wiesz, były różne pomysły takie, to wyobraź sobie, że mówisz do jednej osoby, różne pomysły. Słuchajcie, a znajdźmy źródło. Dlaczego ty umierasz ze strachu? No i gdzie poszliśmy? Do trzeciej klasy szkoły podstawowej, gdzie on stojąc przed tablicą, przed grupą dzieci został po prostu wyszydzony przez nauczyciela.

I to wyszydzenie jest tak głęboko w nim, że on wychodzi i on z automatu ma ten lęk zapisany w ciele, mimo tego, że dostaje oklaski, mimo tego, że za każdym razem słyszy, że to było spektakularne, to ten element zawstydzenia został. To jest to, że ciało pamięta. To mogło być tak mocne, że wręcz traumatyczne doświadczenie, prawda?

Tak. Wiesz co, tak, zapisałem sobie na Agnieszko, że szkoła faktycznie bardzo mocno od samego koloru, jakby tak, nauczyciele często używają czerwonego koloru, który jest takim, można powiedzieć, piętnującym kolorem. Ja często widziałem też, zresztą rozmawiałem z kapitalną parą, która z planu daltońskiego jakby też wspiera nauczycieli, jak mogą robić to lepiej, jak mogą właśnie używać pozytywnych komunikatów.

Zresztą cała idea tego planu daltońskiego jest też bardzo ciekawa. I tam też widziałem takie przykłady, gdzie właśnie innym kolorem się zaznacza i nie zaznacza się tego, co jest złe, tylko zaznacza się to, co jest dobre. I to jest niesamowity eksperyment i myślę, że warto go traktować nie jako eksperyment, tylko jako dobrą praktykę, po to, żebyśmy umieli już od początku doceniać dobre rzeczy, bo co robi szkoła, dokładnie tak jak ty powiedziałaś, Podciągnij się w tym obszarze, bo tu sobie nie radzisz.

Jesteś słaby z matematyki, więc tutaj trzeba położyć nacisk. Natomiast nikt nie zwraca uwagi, że to dziecko jest doskonałe z plastyki na przykład, jest uzdolnione kreatywnie, jest talentem artystycznym albo wyjątkowym talentem sportowym. Albo lubi czytać, ma bogatą wyobraźnię i pięknie pisze i opowiada na przykład.

I nie potrafimy, myślę jeszcze dzisiaj w szkole, nie tylko w Polsce, ale myślę, że jednak to nasze podwórko ma dużo do zrobienia, żeby wyłuszczyć te zalety i koncentrować się na rozwoju, który później już dzieje się w życiu dorosłym. Jeżeli jesteśmy dobrze prowadzeni i mamy jakąś świadomość, a myślę, że ludzie, którzy dotykają tematów rozwojowych.

Idą w kierunku wzmacniania swoich dobrych stron, wzmacniania swoich mocnych stron. Lata temu zobaczyłem, że u mnie w Talencie Gallupa komunikatywność jest talentem numer jeden. To dzisiaj nagrywam podcast, to dzisiaj prowadzę szkolenia, to dzisiaj prowadzę wystąpienia publiczne i korzystam z tego talentu najlepiej jak potrafię i go dalej rozwijam.

A nie, że na moim ogonie tych talentów jest, nie wiem, analityka albo coś w tym rodzaju, to nie będę podciągał się na siłę z analityki, skoro to jest gdzieś koniec. A my dokładnie to robimy w szkole. Jesteś słaby z matmy, to ucz się matmy. A nie tylko zalicz tę matmę, byle byś zaliczył, ale rozwijaj się w obszarze, który ciebie interesuje, który daje ci je radość.

I to jest myślę też właśnie ta kopalnia tego zaufania, tych wszystkich cech, które spływają na to, że będziemy sobie ufać. To co Walkiewicz mówił, jak się przewrócę, to się podniosę, jak się nie podniosę, to sobie poleżę, ale ufać sobie, że ja to dam radę zrobić. Tak, lejesz miód na moje serce, choć chciałabym tylko zaznaczyć, że to się nie kończy w szkole Wojtku, to trwa w biznesie.

W biznesie się mówi, wybierz sobie najsłabsze obszary do rozwoju i na szkolenia się wysyła ludzi, wysyła się ludzi tam, gdzie oni mają poprawić swój performance, a nie wybiera się talenty i mówi się szlifuj te diamenty. Więc to nie jest tylko szkoła, ciągle tu mamy lekcje do odrobienia. Ale wiesz co? Masz rację, teraz mi dałaś No.

Pomimo, że mam tego świadomość i staram się mówić ludziom, co robią dobrze, to jeśli chodzi o wskazywanie szkoleń, to faktycznie. To faktycznie. Tak. I że my nie mamy, na szczęście mamy, ja mam kilka organizacji, z którymi tak pracuję, że my siadamy i mówimy, dobra, zobaczmy w czym ci ludzie są dobrzy i szlifujmy diament, bo oni w tym będą jeszcze lepsi.

Wiesz, zobacz, to są na to badania, że jeżeli ja robię coś w obszarze mojej kompetencji, to ja znacznie szybciej podniosę tutaj swoje wykonanie niż tam, gdzie ja muszę zasypać dziurę, bo to jest w ogóle o potencjale, to zaraz sobie do tego dojdziemy, jak pracować z zaufaniem do siebie. Natomiast a propos Gallupa się uśmiechnęłam, bo mi w Gallupie wyszedł czar jako pierwszy.

Ja się na początku obraziłam na Gallupa, bo jak ja będąc psychoterapeutą i trenerem mam pracować z czarem i go rozwijać, ale przyznam szczerze, że szybciutko znalazłam, co można z tym zrobić, żeby być jeszcze lepszym w tym, co robię. Więc w ogóle to odkrycie i nazwanie tego, w czym jesteśmy dobrzy, to jest w ogóle baza baz, jeżeli mówimy o zaufaniu do siebie.

Czyli to jest przejście z tej energii braku, poprawiania, ciągłego przekraczania swoich możliwości do, uwaga, może powiem coś kontrowersyjnego, bo nie wiem jakie ty masz zdanie na ten temat, właśnie do strefy komfortu. Dziękuję. Że my się najlepiej rozwijamy, kiedy my jesteśmy w strefie komfortu i sobie tą strefę komfortu poszerzamy.

Ja teraz macham ręką, a Państwo tego nie widzicie. Poszerzamy, a nie wychodzimy. Bo to wychodzenie to jest cały czas ta historia, że ja muszę coś przekroczyć. Zobacz, ja nawet jak to mówię, to mnie to napina. Że ja muszę wyjść, że ja muszę wejść do tej zimnej wody i zamorsować, choć całe moje ciało się napina.

Bo jak ja nie chcę morsować, to ja jestem w strefie komfortu. No właśnie, bo mój system nerwowy nie znosi zimna. I po co go dręczyć? I to jest w ogóle dla mnie, to jest ba za ba zobaczenie, gdzie ja jestem dobra i co ja z tym dobrem robię. Mogę zrobić, a nie co ja muszę poprawić, zmienić, podciągnąć. Wiesz, my jesteśmy pokoleniem, które jest nauczone.

Musisz być dzielny, musisz wytrzymać, musisz się postarać. I potem chodzimy jak takie człowieki w zbrojach, wiesz, usztywnieni. Tylko tęsknimy przecież za bliskością, miękkością i delikatnością. I cierpimy później przez stereotypy, że dziewczynka musi być grzeczna, a chłopiec nie może się mazać. Natomiast uśmiechałem się i kiwałem głową, jak powiedziałaś o tej strefie komfortu.

Bo faktycznie przez lata narósł taki mit, że jeśli nie wychodzisz ze swojej strefy komfortu, to się nie rozwijasz. A ja coraz częściej doświadczam takich refleksji i też lubię o tym rozmawiać, lubię o tym dyskutować. Że ciekawi mnie właśnie to, co powiedziałaś, że my się rozwijamy w naszej strefie komfortu, że możemy się rozwijać w strefie komfortu, wcale nie musimy poza nią wychodzić.

My możemy ją rozszerzać, to co pokazywałaś gestykulując rękami. Ale podobało mi się, co powiedziała, całkiem niedawno było pięć lat podcastu, gdzie zaprosiłem różne osoby i była Gosia Machniewicz, która prowadzi podcast Pani Od Zmiany, z którą rozmawialiśmy o tym, jaki rozwój. Czy ten właśnie taki bez spiny, bo ona wychodzi z takiego założenia rozwój bez spiny, czyli w ramach swojej strefy komfortu, czy taki, który niestety trochę jest chyba bardziej spopularyzowany, czyli ten hustle, ten taki więcej, szybciej, mocniej.

To wychodzenie ze strefy. I podobało mi się to, co ona powiedziała, zaproś to coś do swojej strefy komfortu. Więc sięgnij po to i wprowadź do tej swojej strefy komfortu i w niej się rozwijaj tymi małymi krokami, spokojnie zbadaj to, przetestuj to i być może to już będzie powodowało, że ta moja strefa komfortu, ta moja bańka będzie sobie rosła.

A nie, że ja będę wychodził, bo co też było ciekawe w tej rozmowie, że jak ja wyjdę do tej strefy komfortu i się od niej mocno oddalę, bo na przykład nie lubię wspomnianych zimnych kąpieli, ale ktoś mnie namówił, głupio odmówić, nie wiem, zobaczę, wyjdę, to później wejście może być z powrotem do tej strefy komfortu takie, że ja już tam nigdy więcej nie wyjdę.

O właśnie. Natomiast wiesz, zatrzymajmy się na chwilę, bo to jest strasznie inspirujące, bo strefa komfortu, ty użyłeś słowa bańka. Ja ruszając rękoma nakreślam coś, co się w pracy z ciałem nazywa kinesferą, czyli właśnie, gdzie jest ta moja przestrzeń, w której ja się czuję bezpiecznie. I teraz zobacz, jeżeli ja się cały czas przekraczam, to mój układ przywspółczulny cały czas jest napięty.

I tutaj inspiracją może być Małgosia Komońska, która ostatnio napisała przepiękny post na LinkedIn. Czy macie świadomość tego, jaki jest związek napiętych pośladków z głosem? No i to był jeden z takich najbardziej odbijających się echem postów, który ja do tej pory czytałam Małgosi. Bo to tak jest, że popatrzmy na to tak metaforycznie i od strony ciała.

Mam nadzieję, że nikogo nie zbulwersuję tym, co teraz powiem. Nas nauczono mieć całe życie spięte tyłki. Że my się musimy… Sprężyć, wziąć w garść, dać radę. No właśnie z tym przekraczaniem się. Tylko my zapominamy, że często to przekraczanie się jest nadużywaniem się. I teraz jeżeli ja się ciągle nadużywam, bo dałam się namówić i poszłam, bo ktoś mi powiedział, że to jest głupie co ja robię i że powinnam robić inaczej, to ja cały czas sobie w organizmie funduję stres fizjologiczny.

Czyli mój układ współczulny cały czas się napina i nie ma do mnie zaufania, czy ja następnym razem zadbam o siebie, bo ja się ciągle daję namawiać na przekraczanie. I mimo tego, że dostaję doświadczenia, że to nie moje, że to nie działa, to właśnie powiedziałeś pięknie, to ja się coraz bardziej od siebie oddalam i znowu tracę zaufanie do tego sztywnego…

No troszkę przykurczonego jednak człowieka, bo mięśnie, które są ciągle napięte są przykurczone. I my właśnie poprzez to, to jest bardzo ważne, przez to wychodzenie na siłę ze strefy komfortu, my karłowa cię jemy, ja chcę to nazwać. My się nie rozwijamy, my mamy dużo doświadczeń, ale nie mamy tej takiej łatwości i tego luzu potem w korzystaniu, bo znowu się musimy napiąć.

I pamiętam takie doświadczenie z ING Banku Śląskiego, kiedyś bardzo dawno temu, bo to z 15 lat temu było, na szkolenie przyszła dziewczyna, która mówi tak, ja chcę być najlepszą asystentką w Polsce. Proszę mnie nie streczować tutaj na jakiejś… Szefowy asystentek i tak dalej. Ja chcę być najlepsza w tym, co robię.

I to jest to, o czym ty mówisz. Znajdź to, co lubisz. Zobacz, co kochasz. I bądź w tym najlepszy, a nie streczuj się do nowych rzeczy. Po co? Od razu mi się nasuwa na myśl to, jak jeżeli ktokolwiek był na szkoleniu z body language, bardzo popularnego swojego czasu, czyli tego, jak zachowuje się nasze ciało, czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, to w kontekście tej pewności, tego streczowania i tego napięcia, to bardzo widać u osób, które właśnie nie mają tego luzu, nie mają tego dystansu i nie mają zaufania do siebie, one są zwinięte.

Barki się zawijają do przodu, klatka się wcina, jest głowa pochylona do przodu, często patrzymy wtedy w podłogę, w buty. A osoby, które mają większą pewność siebie, albo przynajmniej na takie się kreują, bo to też jeszcze tak bywa, jest inna zupełnie postawa. To nawet tak jak… Amy Cuddy w swojej książce i w swoim wystąpieniu o postawie mocy w kontekście pewności kobiet, żeby miały tą postawę Wonder Woman, postawę silną już na pierwszy rzut oka.

I to jednak działa na drugą stronę, ale też z czasem, o czym mówiła Cuddy, wiem, że tam były różne badania, które później próbowały obalić to, co ona mówiła. Niemniej jednak to działa i te osoby stojąc czy siedząc w pewnych pozycjach mocy, nazwijmy to, zyskiwały tę moc, zyskiwały zaufanie do siebie. Ale widzę, że chcesz mi coś tutaj powiedzieć.

Tak i tu znowu chcę obalić ten mit, bo teraz, znaczy znowu w połowie się zgadzam, a w połowie się nie zgadzam, bo ja zawsze mówię o tym, czy twoja postawa pozwala ci utrzymać koronę na głowie, bo na spuszczonej głowie korona się nie trzyma. Ale chodzi o to, żeby i znowu z postawy ciała przejdźmy do zaufania do siebie.

Chodzi o to, czy moja postawa opiera się na moim kręgosłupie, czyli na moim szkielecie, czy na moich mięśniach. I jeżeli ja się zbytnio wysztywnię, to ja napinam mięśnie i znowu napinam układ przywspółczulny, co de facto docelowo może być bardzo męczące. A teraz, jeżeli ja się opieram na kręgosłupie i teraz pójdźmy do budowania zaufania do siebie, czyli na moim wewnętrznym moralnym kręgosłupie, czyli na moich wartościach i potrzebach, to ja będę miała postawę pewną siebie, ale ja cały czas mam, zobacz, ja mam ruch, jestem elastyczna.

I to jest coś fantastycznego, co ja odkrywam dzięki lekcjom Feldenkraisa i Jackowi Paszkowskiemu. Tutaj jest uwaga, lokowanie. Lokowanie produktu, bo uważam, że wszyscy powinni znać i kochać i chodzić na lekcje Jacka. A dzięki Lowenowi, który mówi o gracji. Że my w toku życia tracimy grację, czyli tracimy miękkość ruchu w ciele, a to oznacza, że zobacz, że my tracimy swobodę i łatwość zmieniania kierunków naszego życia, naszych decyzji, tego kim jesteśmy, bo jesteśmy usztywnieni.

I potem, to się bardzo pięknie niestety łączy, że im bardziej jestem sztywna, tym mniej mam zaufania do siebie, bo ja spotykam często ludzi, którzy mówią, Aga, nie mam wyboru, nie mam ruchu. Nie mam, bo jestem tak usztywniony w oczekiwaniach, w tym, co ja muszę, powinienem i co należy zrobić, że mój kręgosłup nawet nie myśli o tym, że mogłabym zrobić ruch.

Natomiast fizjoterapeuci mają dzięki temu dużo pracy, gdyż plecy jak kamienie, przypominam. Tak i właśnie plecy jak kamienie nie tylko z racji na to, że coraz więcej siedzimy w ciągu dnia, ale właśnie też dlatego, że się spinamy i coraz bardziej doświadczam tej świadomości, ale też trochę jeszcze cały czas, no ja nie będę tutaj ukrywał i nie będę robił siebie hipokryty, też jestem w pewnym sensie może nie tyle zniewolony, co tak mam poprzez lata narzucania sobie pewnych nie mogę, nie powinienem, I usztywniam się.

I teraz otwierając się na przykład taką rozmowę z tobą, przyjmując z tej rozmowy ciekawe wartości, ja sobie tu już parę rzeczy zanotowałem, między innymi właśnie i Małgosię Komońską i Jacka Paszkowskiego, więc to się gdzieś pojawi i ja sobie to będę zgłębiał. Być może tę osobę zaproszę również do podcastu i będę z pierwszej ręki spijał, więc to może być coś ciekawego i to mi się właśnie na przykład bardzo podoba w podcaście i dlatego od pięciu lat go prowadzę, bo co mówię często myślę w odcinkach, jest to pobudka mocno egoistyczna.

Ja mam potrzebę zdobycia wiedzy, ja mam potrzebę porozmawiania z mądrzejszymi osobami ode mnie, z osobami doświadczonymi w różnych aspektach. Ale to przy okazji daje wartość słuchaczom, bo słuchacze też to lubią. Poza tym, tak jak rozmawialiśmy przed nagraniem, jak nam się będzie dobrze rozmawiać, to tego też będzie się dobrze słuchać i cieszę się, bo mnie się bardzo dobrze rozmawia.

I to, co dla mnie jest największą wartością, to że nie musimy sobie kiwać głowami, że nie musimy się zgadzać na wszystko, co sobie mówimy. Możemy częściowo się zgadzać, ale ty doskonale to uzupełniasz i mówisz od tej swojej strony, która tak otwierająca jest, bym powiedział, dla mnie. Więc jeżeli mówimy o tym, że ta ocena w szkole na przykład, ale później, że to samo jest w biznesie, faktycznie tak jest.

Jest już lepiej w wielu aspektach, ale jeszcze cały czas jest dużo do zrobienia. I to jest bardzo ważne. To jest dla mnie jakby wartościowe. I myślę, że z jednej strony już sobie trochę zaczęliśmy mówić o tym, jak budować to zaufanie do siebie, czyli mieć świadomość, znać swoje mocne strony, znać swoje wartości, znać swoje…

I ograniczenia myślę też, ale nie skupiać się na nich, tylko właśnie skupiać się na tych mocnych stronach, na tym co mnie cieszy, co mi daje satysfakcję, co mnie rozwija, co powoduje, że te endorfiny wybuchają we mnie i na tym się koncentrować. Ja czytam teraz taką książkę, nie wiem, czy miałaś okazję, czego najbardziej żałują umierający i tam jest tyle ciepłych wartości, tam jest tyle inspirujących rzeczy, m.in.

właśnie w tym, jak powiedziałaś, że sobie narzucamy rzeczy, że się spinamy, że mamy spięte pośladki, że się zawijamy, to m.in. dobra naturalne, różne potrzeby posiadania również nas spinają. Bo jak mamy nowy telefon, to za chwilę chcemy mieć nowszy, jak mamy samochód, to później chcemy mieć nowszy i to nas mocno ogranicza, a tam m.in.

w tej książce, ale nie tylko w tej, jest dużo właśnie o tym, Dlaczego dzisiaj minimalizm jest jakby znowu wyciągany i szeroko poruszany, omawiany? Stoicyzm. To są wszystko takie rzeczy, do których gdzieś podświadomie chcielibyśmy iść, ale właśnie się pospinaliśmy. Znowu Adrem, to niedobra materialne nas spinają.

Jest taka piękna teoria uzupełniania ja Higginsa i Higgins mówi tak, jeżeli moje ja jest nieugruntowane, czyli jest kruche, to ja będę je uzupełniać przedmiotami zewnętrznymi. I im więcej uzupełniam to, kim jestem, czyli moje ja, moją tożsamość, moje jestem przedmiotami. Przedmiotami zewnętrznymi, które moim zdaniem, uwaga, zapewniają mi…

Jeżeli przynależność do grupy, czyli wracamy do tego od czego zaczęłam, dają mi poczucie więzi, to ja jestem w lęku i panice, że jeśli ja nie będę mieć kolejnego dobra materialnego, to ja nie przynależę, to ja wypadam z grupy, to ja nie mam jakby prawa do bycia. I to jest to szaleństwo, w którym my się daliśmy zapędzić, że ja to zawsze mówię, a gdybyś miał stanąć na golasa przed grupą i mówię na golasa w dwóch aspektach, psychicznym i fizycznym, to kto z nas podniósłby rękę i powiedział spokojnie mogę to zrobić.

Wiele osób mówi nigdy w życiu. Kiwasz głową? No nie, bo tu od razu nam wchodzi lęk przed oceną. Ale ja mam obwiśnięte pośladki, a tutaj mam za dużo na brzuchu. I teraz popatrzmy, bo to się bardzo łączy. Ja chcę w ogóle naszych słuchaczy zaprosić do tego, żebyśmy patrzyli na to, że zaufanie do siebie to jest ciało i psychika.

Ja nie zaufam sobie w głowie, jeżeli ja mam wewnętrznego krytyka, który mnie cały czas ocenia. I teraz w drugą stronę. Jeden z najbardziej spektakularnych warsztatów, jaki poprowadziłam w ubiegłym roku, to był warsztat, na którym zapytałam, co chcielibyście, żebym o was wiedziała, żeby inni o was wiedzieli. I człowiek lat pięćdziesiąt zaczął od tego, chciałbym, żebyście wiedzieli, że bardzo się boję teraz i mam dużo lęku w sobie, co o mnie powiecie i powiecie.

I nagle było pfff. Reszta zaczęła mówić o lęku, niepokoju, napięciu. Zajęliśmy się tym i mieliśmy głęboką, mądrą, piękną pracę. Czyli to jest to, czy moje jestem jest możliwe do przyjęcia, ale nie przez ciebie, przeze mnie. Podstawą zaufania do siebie jest to, czy ja mam gotowość przyjąć siebie samą, a dopiero potem, czy ty mnie przyjmiesz.

Głębokie. Ja myślę, że lęk jest w ogóle czymś, co… Z jednej strony bardzo nas ogranicza, a z drugiej strony ten człowiek, który powiedział o lęku, zdobył się na olbrzymią odwagę, że o tym powiedział. I to był znowu taki efekt społeczny, że skoro on powiedział o lęku, że się boi, no to nie znam osoby, która czegoś się nie boi.

Tak? Czegoś w stosunku do siebie, do innych, nie ma jakichś wyzwań. I wtedy chętnie jakby o tym mówimy, jeżeli ktoś już zacznie. I wtedy faktycznie ten warsztat, tak jak powiedziałaś, był no taką najlepszym warsztatem, jak sama powiedziałaś, którego doświadczyłaś. Najlepszym i najgłębszym, bo teraz zobacz, zaufanie do siebie oznacza, wiem kim jestem i wiem, że wszystko co jest we mnie ma prawo być.

I taka rzecz, zatrzymajmy się na chwilę przy lęku, choć wiem, że idziemy w trochę inne rejony, ale mam nadzieję, że słuchacze nam wybaczą, bo z tym lękiem to jest taka piękna rzecz i tutaj znowu teraz odsyłam do mojej kolejnej inspiracji, czyli Romana Kawszyna. Naprawdę zapraszam was, zrobiliśmy przepiękną rozmowę o motywacji i energii do działania.

Mianowicie Roman fajnie w swojej książce napisał inne spojrzenie na lęk, które ja lubię. Czyli zawsze mówimy tak, wszystko co kochasz jest po drugiej stronie lęku, prawda? Jest takie zdanie i wielu ludzi myśli, że po drugiej stronie lęku oznacza, że ja znowu muszę się napiąć i ten lęk przekroczyć. A Roman mówi…

Nie, po drugiej stronie. Odwróć się od swojego lęku. Zostaw go, nie gadaj z nim. Pójdź w innym kierunku. I to jest tak mi bliskie, ja tak pracuję z ludźmi. Nie gadaj ze swoim lękiem, nie gadaj ze swoim krytykiem wewnętrznym, bo jak zaczniesz z nim rozmowę, to przegrasz. To nie ma szans w ogóle. Ludzie mówią, jak wyłączyć krytyka wewnętrznego?

Przestań go karmić. I ty powiedziałeś kapitalną rzecz. Ja mówię od strony neurobiologicznej, to jest moja zajawka. Napisz nowe myśli dla swojej głowy. Przestań karmić krytyka wewnętrznego, a zacznij karmić rodzica opiekuńczego. Czyli zacznij widzieć to, co w tobie dobre, ale nie widzieć gałkami, patrzałkami.

Zacznij to pisać. To jest dziennik wdzięczności. Jak trudno jest namówić ludzi do tego, żeby pisali dziennik wdzięczności. Ostatnio mój, o masz wspaniale, to bardzo mnie to cieszy. Natomiast ostatnio dyrektor, nie mogę wymienić nazwy, ale wielkiej, wielkiej korporacji, dyrektor sprzedaży przyszedł do mnie na spotkanie coachingowe i mówi tak, będę szczery.

Wiesz, jak ludzie mówią, będę szczery, to ja też mam lekkie napięcie. Co usłyszę? Mówi tak, Agnieszka, jak zaczynałem z tobą pracować, to uważałem, że jesteś taką kosmitką, że to się w ogóle nie da słuchać. Ale postanowiłem dać ci szansę, skoro firma za to płaci. I po około półtora miesiąca zacząłem robić dziennik wdzięczności.

Mówi, durne to było, ale zacząłem robić. Ale żeby nie było, że cię słucham, to nie robiłem go wieczorem, tylko rano. Ja zaraz powiem, dlaczego. Warto robić wieczorem. I mówi tak, po dwóch miesiącach pewnego dnia obudziłem się i przestałem się bać. 50-letni mężczyzna, dyrektor sprzedaży, który z niejednego pieca jadł, mówi poczułem, że przestałem się bać i posłuchaj, ja od miesiąca nie mam lęku w sobie.

I myślę, że to jest stan, który się utrzyma. I to naprawdę tak działa, bo lęk karmi się negatywnymi emocjami. Jest taki piękny model Grossa, który mówi o tym, że my możemy regulować emocje. Ja zrobię o tym też filmik u siebie. Mianowicie, my nie reagujemy lękiem na sytuację. My reagujemy lękiem na interpretację naszej sytuacji.

Czyli gdybym ja sobie pomyślała, kurczę, czy ta rozmowa będzie ciekawa albo fajna dla ciebie, to ja jestem w napięciu. A kiedy sobie myślę, wiesz co robisz, wiesz kogo zapraszasz, to będzie ciekawe spotkanie, to ja jestem od razu w otwartości i na flow. I my się inaczej spotykamy, bo my jesteśmy z ciekawością i inspiracją, a nie, wiesz, lękiem i wąchaniem, co wypada, co nie wypada, co należy.

Więc ten element, ja bym powiedziała tak, jeżeli ktoś z nas słuchających teraz myśli sobie, dobra, dużo gadacie, dużo mówicie, ale od czego zacząć, to zacznijmy od dziennika wdzięczności. Wieczorem. Dlaczego? Dlatego, że dziennik wdzięczności mówi. Przypomnij sobie, co dobrego dzisiaj dla siebie zrobiłeś i z jakich swoich talentów, potencjału, umiejętności skorzystałeś i to zapisz.

Cała psychologia emocji mówi, że kiedy coś zapisujemy, uwaga, dłonią, idziemy do old schoola, czyli nie na komputerze, to uruchamiamy bardzo dużą część mózgu, która jest zaangażowana w ten proces. Nie wiem, czy Państwo wiecie, ale dłoń ma największą reprezentację czuciową w mózgu. Czyli kiedy ja piszę, to duża część mojego mózgu i mojego systemu nerwowego jest zaangażowana w to działanie.

Czyli ja tak jakbym sobie osadzała tą wdzięczność i osadzała sobie tą pamięć moich ludzi. Mojej sprawczości, moich mocnych stron, tego co ja dzisiaj dla siebie zrobiłam. To oczywiście wyłącza kortyzol, to oczywiście uspokaja i to powoduje, że mamy znacznie głębszy i lepszy sen. I teraz to są nowe zapisy, które ja sobie tworzę w mózgu.

Mózg jest neuroplastyczny, czyli następnego dnia, kiedy mnie spotka trudna sytuacja, to mój system nerwowy już pamięta, że ja wczoraj sobie z tym poradziłam. Więc on ma do czego sięgnąć tak pamięcią, że jest jakiś pozytywny zapis, z którego ja mogę skorzystać. Kolejne rzeczy to oczywiście analiza swoich talentów.

Kolejne rzeczy to prośba o pozytywny feedback. Kolejne rzeczy to sięganie po ważne rzeczy dla siebie. Ale to wszystko w kolejności. Zacznijmy od prostej rzeczy. Widzenia siebie w dobru. Prostej, a jednocześnie najtrudniejszej dla wszystkich. Mhm. Potrzebuję tutaj uzupełnić, nie tyle uzupełnić, co podzielić się być może trochę takimi rzeczami.

Ciekaw jestem, co ty z kolei do tego dopowiesz, bo ja kiedyś przesłuchałem, bo przeczytałem to byłoby duże, trochę nieprawda, przesłuchałem książkę, bo mam takie postanowienie, czy nie postanowienie, lubię. W ramach, daje mi to pewnego rodzaju wartość też, że słucham niektórych książek w oryginale, już na tyle powiedzmy, że rozumiem, że faktycznie daje mi to wartość.

Była taka książka, co mówić, kiedy mówimy do siebie. I ona znowu wniosła tak dużo ciekawych, wartościowych rzeczy we mnie. Natomiast nie byłbym sobą, gdybym nie powiedział, że kwestie rozwojowe polegają też trochę na tym, że jeżeli ja już coś przeczytałem, przesłuchałem czy uzyskałem od ciebie w ramach tej naszej dzisiejszej rozmowy, to fajnie jest z tego skorzystać.

Czyli zacząć robić. Dokładnie, zacząć robić. I dlaczego chcę powiedzieć, że przeczytanie i zakotwiczenie gdzieś w naszej świadomości pewnych wartości, na przykład z tej książki Co mówić, kiedy mówimy do siebie, dało mi taką refleksję kiedyś, całkiem niedawno notabene, kiedy po dosyć ciężkim dniu wychodziłem z pracy i mówiłem…

Nie jestem z siebie zadowolony. Mógłbym i powinienem zrobić więcej, bo lista była duża. A ja dzisiaj wydarzyło się to, wydarzyły się inne rzeczy i nie jestem z siebie zadowolony. I to mi tak mocno ciążyło. I później właśnie przyszła ta refleksja, halo Wojtek, co ty mówisz? I ta narracja zmieniła się nagle i tak jakby mi kamień z klatki piersiowej spadł, bo zacząłem mówić, zrobiłem tyle ile mogłem i najlepiej jak potrafiłem.

I jestem z siebie zadowolony, że pomimo dość trudnego dnia dostrzegłem te rzeczy, które były ważne, te rzeczy, które dały mi wartość, satysfakcję. To, że nie zrobiłem wszystkiego, no trudno. Są takie dni, ale zrobiłem tyle ile mogłem, najlepiej jak potrafiłem. Zmienia się świat. Moja najnowsza książka, którą teraz piszę, będzie o tym, że w głowie jest bezpiecznie, ale bywa nieznośnie, bo działamy według tego, co o sobie myślimy.

Jeżeli o sobie myślisz, że jesteś przegrywem, to będziesz przegrywem. Czyli mamy całą masę potworów wyhodowanych w głowie, których nikt nie jest w stanie zmienić poza nami samymi. I to jest bardzo ważne, co o sobie myślimy. I ja zawsze mówię, zastanów się, czy to, co o sobie myślisz, jest faktem, czy jest echem przeszłości.

Czyli wracamy do uwięzionych w słowach rodziców, czyli książki, która jest bestsellerem ostatnio. Mianowicie, my bardzo często myślimy o sobie to, co nam mówiono. Nie to, co jest faktem i prawdą. My się składamy bardzo często z kłamstw, które nam wciśnięto. Stać cię na więcej, mogłeś zrobić więcej. Przez ciebie tam oszaleje i tak dalej, i tak dalej.

Więc jest cała masa rzeczy, takich nagranych skryptów w głowie, które są kłamstwami, a w które my postanowiliśmy wierzyć i które sami sobie powtarzamy. Natomiast jest jeszcze jeden aspekt, o którym ty mówisz. Super, że zatrzymujesz się na tym, że róbmy, a nie tylko słuchajmy i czytajmy kolejnych książek i podcastów, bo to naprawdę działa.

Ale jest jeszcze jeden aspekt, który mnie fascynuje, a do którego chciałabym naszych słuchaczy zaprosić. To jest aspekt zacznijmy przyjmować dobre rzeczy, które ludzie do nas mówią. Wiesz, taka rzecz, którą ja obserwuję, ja od niedawna jestem w social mediach, bo jestem od pandemii. Pandemia mnie zaprosiła do tego, żeby w ogóle zaistnieć.

Ale bardzo mnie to cieszy, bo to jest też inspirująca interakcja z ludźmi i właśnie możemy robić takie rzeczy dzięki temu. Natomiast jak zaczęłam wrzucać swoje zdjęcia na Facebooka, uwaga, aparat mnie kocha, ja lubię to jak wyglądam i jeszcze na dodatek wydaje mi się, że jestem sprytna, no i raczej wrzucam ładne zdjęcia, a nie takie, na których wyglądam, jak idź stąd.

No i ludzie tam piszą, o Jezu, Aga, świetnie wyglądasz, albo o, jakie piękne zdjęcie i ja za każdym razem odpisywałam, dziękuję, że to widzisz, cieszę się, że też tak myślisz, też się cieszę z tego zdjęcia i nagle ktoś mi zwrócił uwagę i pisze do mnie tak, Aga, ale to bezczelne, co ty odpisujesz. Wojtek i mnie jakby ktoś chlasnął po prostu gołą rybą po twarzy, sobie myślę, ale co w tym bezczelnego?

Ja daję ładne zdjęcie, ty je doceniasz. Ja się cieszę, że doceniasz i nagle ktoś mówi to bezczelne i chyba coś takiego jest ważnego w nas, że to nam bardzo odbiera zaufanie do siebie. Żeby nie potrafimy użyć i przyjąć słowa doceniam. Doceniam, czyli nadaję wartość temu, kim jestem. Tak, doceniam, mam ładne zdjęcia, miałam świetny dzień, doskonale na nich wyszłam, lubię to.

I to jest bardzo trudny wątek w budowaniu zaufania do siebie. To tak chcę, troszeczkę lądując naszych słuchaczy jednak na to przygotować, że jak człowiek zaczyna mieć zaufanie do siebie, to zaczyna być szczęśliwy i zadowolony. I to jest bardzo wkurzające dla otoczenia, bo my wtedy jesteśmy bardzo niepożądanym lustrem, w którym ludzie się przeglądają i mówią, nie umiem się tak cieszyć.

Nie jestem tak zadowolony z siebie. I dostaniemy dużo negatywnych ocen, więc wtedy To jest taki test, czy ja ufam temu, że ja dobrze wyglądam i mam dobrego fotografa i mogę się z tego cieszyć, czy ja jednak pójdę za oceną społeczną. Ty użyłeś słowa powinienem, a ja bym użyła słowa, czy powinnam zdjąć te zdjęcia, bo uwaga, w słowie powinnam jest ukryte śmiercionośne.

Jesteś winna, jesteś winna niezadowolenia innych. Zdejmij te zdjęcia, nie trzaskaj ludziom po gębach swoim zadowoleniem, jak my mamy wojnę i kryzys. Więc z jednej strony zmieńmy myślenie na swój temat i uwierzmy, że każdy z nas ma prawo nosić koronę i że to jest okej, ale z drugiej strony doceniajmy. I tutaj apel szczególnie, nie wiem czy zaprzeczysz, czy potwierdzisz, do kobiet, ponieważ ja uważam, że kobiety są zdecydowanie, bardziej okrutne wobec siebie niż mężczyźni i mężczyźni sobie tak niedowalają jak kobiety, więc drogie panie.

Poprawmy sobie nawzajem koronę tak, żeby nikt nawet tego nie zauważył i po prostu dbajmy o siebie, to więcej będziemy mieć zaufania do siebie nawzajem. Wyjdźmy z bańki lęku, pójdźmy do bańki, doceniam, widzę, lubię. Dobrze, że jesteś. Dobrze, że jesteś. Bardzo mi się podoba to hasło. Dobrze, że jesteś, które można ofiarować komuś, Dobrze, że jesteś Agnieszko, dobrze, że możemy porozmawiać, ale też myślę, że ważne, żeby potraktować dobrze, że jesteś dla siebie.

Dobrze, że jesteś. I jakby od tego zacząć, bo owszem są znowu takie hasła, które mówią, żeby pokochać innych, pokochaj najpierw siebie. Dużo w tym jest prawdy, oczywiście, że tak, ale to, co mi się spodobało i to, czym chciałbym powoli puentować tę naszą rozmowę, bo widzę, że moglibyśmy rozmawiać naprawdę długo, dłużej, bardzo mi się to podoba z drugiej strony, to to, że jakby naszym założeniem dzisiaj było trochę dać ludziom, Takiego przekonania do tego i narzędzi do tego, w jaki sposób mogą przyjrzeć się swojemu zaufaniu i w jaki sposób mogą budować albo pracować nad odzyskiwaniem zaufania do siebie.

Bo to jest trochę tak, i to myślę, że to też ma jakiś wpływ na to, że my w stosunku do innych też bardzo często tak wychodzimy, ale zaraz mi pewnie powiesz, że właśnie do innych tak wychodzimy, bo sami tak mamy. I pewnie tak jest i pewnie się z tym zgodzę, ale do czego? Jeżeli ja kogoś zatrudniam, ja mówię o kimkolwiek innym, niekoniecznie o sobie, czy wpuszczam do swojego otoczenia, to daję tej osobie pusty plecak i mówię, zbieraj do niego zaufanie.

Tak? I najlepszą rzeczą, jaką można, myślę, zrobić, jest dać pełny plecak. Masz. To jest moje zaufanie do ciebie. W relacji zawodowej, w relacji prywatnej. Ufam ci. I to, co możesz zrobić oczywiście, to jakby opróżnić ten plecak. Mogą się różne rzeczy zdarzyć, ale ja na start obdarzam cię zaufaniem. Pokładam w tobie duże pokłady zaufania, nadziei.

Wierzę w ciebie, ufam ci. I to jest myślę, że ważne, żebyśmy my sobie ufali, a żeby zacząć sobie ufać, to co powiedziałaś i to jest właśnie to krótkie podsumowanie. Dziennik wdzięczności. Wieczorem. Powiedziałaś, dlaczego. Poznanie siebie, czyli testy osobowościowe. Galup, Disk D3. Czy Disk generalnie, czy Insight, czy nawet Sixteen Personalities, cokolwiek na start, żeby gdzieś siebie próbować poznawać.

Ale nie tylko… Zrobić to, przeczytać i wrzucić do szuflady, tylko z tym pracować realnie. Tak jak ty powiedziałaś, masz ł, jak mogę wykorzystać ł? Ja mam komunikację, jak mogę wykorzystać komunikację? Tak i jeszcze zatrzymam się na sekundę, bo powiedziałeś szalenie ważną rzecz, która mi umknęła, bo zadałeś takie pytanie, budować czy odbudować zaufanie do siebie, czy odzyskać?

I ja bym powiedziała tak, my nic nie musimy budować, my to mamy, my to mamy zapisane w ciałach, bo ja zawsze mówię, miłość chciała, żebyśmy istnieli, więc miłość jest w nas wpisana, my mamy wpisane w ciało miłość do siebie i dziecko, jeżeli na nie popatrzymy, to dziecko doskonale wie, czego chce i potrzebuje i doskonale to komunikuje, czyli my te kompetencje, my się z nią po prostu rodzimy.

Natomiast my w toku życia mamy to mordowane i przycinane, więc my potrzebujemy tylko to. Nawet nie odzyskać. Wiesz, chyba bym powiedziała odżywić, nakarmić, odkurzyć, tak, odżywić, odkurzyć, nakarmić, nadać temu wartość. Czyli tak bym chciała naszych słuchaczy zostawić z nadzieją, że my to wszystko w sobie mamy.

Tylko, że może to po prostu nie było karmione, więc teraz trzeba to tylko i aż nakarmić. A narzędzi mamy dziesiątki i warto zacząć od dzisiaj po prostu. Nie od jutra, nie za tydzień, nie od następnego szkolenia, od dzisiaj. Co dobrego mogę sobie dzisiaj napisać? Chociażby tylko cześć, to też jest okej. Co mogę zrobić, żeby widzieć siebie w tym, co we mnie dobre, bo naprawdę miłość jest w nas złożona.

To ja jeszcze tylko dodam, że dziennik wdzięczności czy wyrażanie wdzięczności nie jest wcale łatwe, natomiast z czasem staje się łatwiejsze, bo zaczynamy dostrzegać rzeczy, za które faktycznie warto być wdzięcznym. My już tak zaadoptowaliśmy się do otoczenia i do tego wszystkiego, co jest, że to nam się należy, że to jest, że tak jest, a nie, że mogę tego nie mieć, bo dopiero wtedy, kiedy tego nie mam, to zaczynam to doceniać bardziej niż kiedy to mam.

Więc ta wdzięczność jest takim utrzymaniem tego, co dzisiaj mam, docenieniem tego. To tak bym od siebie jeszcze dorzucił. Natomiast zwykle pytam gości też o to, z czym chcieliby zostawić słuchaczy, więc ty już pięknie to powiedziałeś. Że to zaufanie ono w nas jest i wystarczy, że je trochę odkurzymy, że je trochę dokarmimy, że ono znowu wzrośnie.

No ale zadaję też drugie pytanie zwykle. I proszę gości o to, aby polecili książkę lub książki, lub inne wartościowe rzeczy, gdzie można dostać jakąś treść, która no właśnie, albo nas wzmocni w jakimś sensie, albo po prostu ciebie zainteresowała na tyle mocno. Mówiłaś o tej neurobiologii, więc ciekaw jestem, co ty polecisz słuchaczom podcastu Rozwój Osobisty dla Każdego.

Już mi się trochę zmieniło od początku, jak rozmawialiśmy, bo chyba najbardziej bym chciała po naszej rozmowie, najbardziej bym chciała Państwa zaprosić do dwóch książek. Pierwszy tytuł to Kłamstwa, w które wierzymy, a drugi tytuł to Kłamstwa, którymi żyjemy. Mi te książki po prostu rozwaliły system, jeśli chodzi o głowę.

Też Was zaproszę do książki, która będzie na jesieni o psychoterapii, którą wydamy z wydawnictwem One Press. To zrobię trochę lokowanie produktu. Natomiast z neurobiologii książki Dodża. Mózg zmienia się sam i jak naprawić uszkodzony mózg. Ten gość w sposób fascynujący pisze o neurobiologii dla laików. To się bardzo przyjemnie czyta.

Dostarcza bardzo dużo wiedzy w sposób taki strawny dla nas wszystkich. I to chyba tak. Gdybyście po te cztery sięgnęli, to już jesteśmy w bardzo dobrym miejscu rozwojowym. Bo pierwsze rozwalą system, a drugie pozwolą to zrozumieć od strony neurobiologii. I myślę, że zachęcam wszystkich do tego. Żeby zaufać, że mózg jest neuroplastyczny i niezależnie od wieku, czy mamy 30, 40, 50, 60 czy 70 lat, w każdym momencie możemy zacząć odbudowywać siebie na nowo.

Nigdy nie jest za późno, bo proces neurogenezy, już wiemy, zachodzi niezależnie od wieku. Neurogenezy, czyli tworzenia nowych połączeń w mózgu. To nie jest tak, że mózg nam obumiera tylko, ale że on też może być odżywiany i żyć na nowo. I uśmiechnąłem się, jak powiedziałaś, że nigdy nie jest za późno, bo to jest trochę takie moje motto, więc cieszę się, że też to tutaj wybrzmiało.

I ja tylko dodam, że do tych książek i do całej treści, o której dzisiaj rozmawialiśmy, do tego tematu, warto podejść tak, co ja mogę wdrożyć z tego, co dzisiaj usłyszałem, co mogę wdrożyć z tego, co za chwilę przeczytam, bo Agnieszka nam to poleciła.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *